piątek, 19 lutego 2016

                                          Uta no prince sama rozdział 4

Odpoczynek

Zajęłam swój domek, który był z pięknym widokiem na ocean. Miałam wpiętą w włosy kwiat lilii, białą, koronkową sukienkę, i do tego pantofle. Tak się ubierałam na spotkanie rodzinne. Mając rodzica-boga ma się zagwarantowane mieszkanie w Olimpie, i być pół bogiem. Ja jestem takim pół bogiem. Znam dzieci innych bogów, i z większością się zaprzyjaźniłam. Myśląc o swoim życiu, nie zauważyłam, jak Natsuki się rzucił na mnie z ramionami.
-Monika-chan! Jaka ty słodziutka!
-Natsuki!! Chyba coś ci mówiłem!!-Syo biegł, ale widząc mnie, stanął jak wryty, sam był bez koszulki, co mnie zawstydzało.
-Ależ Syo-chan! Ona jest taka słodka, że można ją polać miodem i schrupać!
-Nie!! Nie jedzcie nie! Mam po co żyć!-Wszyscy się roześmialiśmy głośno.
-Monika-chan mogę z tobą porozmawiać?
-Jasne, ale Natsuki....
-Ale on musi wyjść- Mówił to z uśmiechem, wskazując na Syo.
-Co?! Ja zostaję!!
-Syo, mogę cię poprosić, abyś wyszedł na chwilę?
-Skoro prosisz...-Chłopak poszedł gapić się w wodę.
-Uf... poszedł! Masz na niego wpływ!
-Heh, zwykły fart.
-No, a więc nie mów Syo-chan, że ci to powiedziałem!
-Dobrze, no to wal.
-Syo-chan.... ty mu się podobasz.
-P-po-podobam?!-Zrobiłam się cała czerwona.
-Ba! Nawet bardzo! A ja mu chcę tylko pomóc! Ale on nie chce.
-Dobra pa Natsuki, muszę z kimś porozmawiać.- Poszłam do Syo. Dalej się gapił w tą wodę.
-Ty się jarasz wodą, a ja kwiatami w ogrodzie.
-Fakt... Błagam cię, nie mów że Natsuki...- Przytaknęłam. Zdenerwował się. Kiedy nie chciałam się patrzyć na kolejny atak szału chłopaka, skręciłam w prawo, bo popatrzyć na wodę.... Posejdon. Wujek Posejdon. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. To Syo.
-Bo wiesz, nie miałem odwagi ci to wyznać, ale....- zrobił się czerwony. Nie dokończył słowa, tylko mnie pocałował. Na początku byłam zaskoczona, a potem nie stawiałam oporu. To było nieziemskie... Kiedy przestał, popatrzył mi się w oczy, szukając odpowiedzi.
-Syo, ja też cię..... no wiesz....- Byłam chyba czerwona, bo Syo też się taki zrobił.
-Dobrze, że reszta pouciekała na koniec wyspy, by się opalać.
-Poszli się smażyć?
-Coś w tym stylu. Mam ci coś do pokazania.- Pociągnął mnie w stronę jego i Natsukiego domku. Z szafki wyjął mały wisiorek, z białym kamieniem, wyrzeźbioną nutką. Nałożył mi go, abym mogła się lepiej przyjrzeć. Wyglądał jak ten, którego zgubiłam na plaży ( mówiąc ja, mam na myśli moje przyrodnie rodzeństwo!) a dostałam taki naszyjnik od taty.
- Wygląda jak ten, co go zgubiłam na wakacjach, mając 8 lat....
- Jakiś mężczyzna z trójzębem powiedział że go znalazł, i że to twoje.- Wzruszona, rzuciłam się na szyję Syo.
-Muszę z nim pogadać! Dziękuję Syo!- Pobiegłam do oceanu, który był na uboczu. Z niej wyszedł wujek! Przytuliłam się do niego.
-Dziękuję....
- Nie dziękuj dziecko. Mam nadzieję, że będziesz na uroczystości na Olimpie.
-Pewnie będę. Na razie, muszę zacząć komponować. Żegnaj wuju.
-Żegnaj dziecko.- I z Posejdona zrobiła się fala wody. Weszłam do mojego domku, a tam nastała mnie niespodzianka. Chłopak podobny do Syo (tylko że on nie miał tych gumek na włosach, i różowych końcówek) siedział, i chyba na coś czekał.
-Hej, co robisz w domku Syo?
-To jakaś pomyłka. Syo i Natsuki mieszkają obok. Ja tu mieszkam.
- Aha, to przepraszam.
-KAORU! GDZIE JESTEŚ?- Wołał Syo.
-Tutaj! Pomyliłem adresy!- Kaoru wybiegł i uściskał się z bratem. Ja stałam z boku.
-To ja już się gubię. Jak nie patrzeć na ubranie i dodatki, to ja za chiny ludzkie bym nie zgadła, który to Syo....
-
 Ah! Przepraszam! Monika, to Kaoru, mój brat.
-Cześć!-Podał mi rękę. Ładny jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz