wtorek, 23 lutego 2016

Diabolik lovers

                   Rozdział 2

Walka o przeżycie

- Dzień dobry!- Mówi hucznym głosem mężczyzna obok Hildy.- Jest pan Laito?
- Tak jest, zawołać go proszę pana?- Zapytałam się, na co on przytaknął gorączkowo. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi Laito, i zapukałam.
- Laito, ktoś do ciebie.- Odwróciłam się, i zobaczyłam za mną znowu tego człowieka, a Hilda stała, z rękami wsuniętymi w twarz.
-Eh? Coś się stało Zuzia-chan?
-TY!- O mały włos mężczyzna nie rzucił się na niego, gdyby nie ja, i moje młode, wampirze moce.- Masz dziewictwo mojej córki, a potem ją odesłałeś tak po prostu?! I przez tą dziewuchę!- Wskazał na mnie palcem. Wytrzeszczyłam oczy.
- Prze pana, to chyba moja sprawa, dla kogo odejdę!
- To ja może się oddalę...
- NIE!- Mężczyźni krzyknęli razem.
- Powiedz mi dziecko,- mężczyzna się uspokoił.- Czy dalej jesteś z tym tyranem?
-Nie, nie zniosłabym tego, że osoba z którą jestem, zdradziła mnie. - Laito popatrzył się na mnie z troską. - No co? Jak cię przyłapałam to ci dupę skopałam, że nie mogłeś siedzieć przez pół roku. Mówiłam, że ruski miesiąc mnie popamiętasz. Ale dobra! My tu pitu pitu, a tu Hilda nie ma prawa do głosu?
- Racja. Hildo, córeczko, co ty masz do powiedzenia?- Hildzie oczy się zaszkliły.
- Zostawcie mnie. Nie chcę już nic mówić.
- Jak nie chcesz gadać przy nas, to nie.- Wzruszyłam ramionami.
- Cz-czekaj!Ja nie kocham Laito. Zostawcie go, bo kłótnie nic nie dadzą.
- Widzicie panowie? A teraz proszę na spokojnie sobie porozmawiać, bo ja i Hilda nie chcemy hałasu.
- Ja nie chciałem córciu...- Ojciec dziewczyny się uspokoił.- U nas zawsze jest tak, że chłopak który ma dziewictwo kobiety, musi się z nią pobrać!
-CO?!!?- Laito wytrzeszczył oczy.
- Widzisz? Najpierw działałeś, potem myślałeś.- Odrzekłam.- To kiedy ślub?
- Ślubu nie będzie.- Powiedziała Hilda.- Ja mam chłopaka, i zamierzamy się pobrać. Już 3 dzieci mamy, więc już trzeba.
- Ja w życiu tyle nie urodzę.- Laito się roześmiał.- Ty się tak nie śmiej, bo gdybym nadal była z tobą, to dzieci miałabym w ciul.- Teraz tata Hildy się roześmiał.
- Ale niedługo poczujesz się matką, bo niedługo twój ślub z Shu...
- No nie wiedziałam wiesz?
- To ci przypomniałem.
-To była ironia i sarkazm.
 
 
 

niedziela, 21 lutego 2016

                                                               Diaboli Lovers rozdział 2

                                          Laito, a ktoś tobie wyje**ł z bani?

Gdy siedziałam z moim kubkiem kawy na parapecie na korytarzu, zauważyłam Laito. Jak to on, nie mógł się oprzeć, by posłać mi sprośne spojrzenie, kiedy akurat piję. Akurat tak zrobił.
- Zakrztuszę się przez ciebie Laito!
- No przepraszam bardzo laleczko, ale nie mogę się oprzeć, kiedy taka bezbronna siedzisz na parapecie...
Laito a ktoś tobie wyje**ł z bani?- westchnęłam-Ostatnio Shu wypełnia dokumenty, bo Reiji się buntuje. Zamęczą go chyba niedługo....- Laito przeczesał włosy, i zaczął po cichu się śmiać.
- Spokojnie laleczko, Shu-san najprawdopodobniej kończy. Leć, bo widzę że usychasz z miłości.- Wypiłam ogromny łyk kawy, i wybiegłam, pokazując rudzielcowi język. Kiedy biegłam w stronę biblioteki, wyszedł Shu, uśmiechając się niedostrzegalnie. Chciałam się zatrzymać, ale blondyn złapał mnie w talii.
- Zamęczą cię tą robotą...
- No już, przyznaj się tęskniłaś?
- Yhym....- Przytaknęłam, a Shu się cicho zaśmiał, po czym mnie pocałował.
- Ekhem.... - Odchrząknął Reiji.- Jak dzieci...- Westchnęłam, i pokręciłam głową.
- Jak Reiji....- I poszłam z Shu do jadalni. Już była kolacja, i Yui zaklepała mi miejsce obok niej.
- Zuza-chan! Zajęłam dla ciebie miejsce!
- Dziękuję Yui.- Uśmiechnęłam się serdecznie, i usiadłam obok drobniutkiej 17-latki. Przepraszam, w tym roku już ma 19, ale dalej dla mnie jest tą młodą Yui dwa lata temu.
- Jak było w Polsce?- Zapytał się mnie Kanato. Kurde. Trochę dziwnie jest, od kiedy Teddy został wrzucony do kominka przez Azusę.
- Cebulancko.- Zaśmiałam się. - Kanato, czy mógłbyś mi podać cukier? Nie lubię, jak herbata jest gorzka...- Fioletowo włosy chłopak przytaknął i podał mi cukierniczkę. Kiedy skończyliśmy jeść, odeszłam spokojnym krokiem do mojego pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi, nie mogłam się powstrzymać od śmiechu! Ayato gonił mojego i Shu kota po całym pokoju.
- Z czego tak się śmiejesz?!
- Może z tego, że gonisz kota bez powodu?- Rudy kotek wskoczył na moje ramię, i polizał mnie po policzku. - No co mały? Tęskniłeś?- Wzięłam kota na ręce, i przytuliłam. Nie zauważyłam, kiedy Reiji się po kryjomu uśmiechał, jak patrzył na wściekłego Ayato. {...} Kiedy skończyłam czytać moją książkę ,, Rywalki '' udałam się obudzić mojego leniwego wampira. Była pora, by pograć w rzutki. Otworzyłam drzwi, a tam jak zwykle na łóżku spał ON. Podeszłam do niego, i potrząsnęłam mocno. Poczułam jak chwyta mnie za rękę. Taki efekt starałam się uwiecznić. Przyciągnął mnie do siebie i uśmiechnął.
- Znowu mnie budzisz tak specjalnie, czy z przyzwyczajenia?
- To i to szeryfie Sakamaki!- Zrobiłam znak salutu, na co on się lekko zaśmiał.- Dobra pobudka, bo trzeba powyrywalizować z braciszkami!
- Nie chce mi się.
- Nic mnie to nie obchodzi! Do szkoły Zuzia!- Udawałam moją mamę.- Chodź, bo jak nie wstaniesz, to użyję pochopnych sposobów!
- Dobra, ale potem będzie kara.- Wstał, i uśmiechnął się łobuzersko. Ucałowałam go w policzek.
- Dobrze, ale najpierw obowiązki.- I poszłam w stronę pokoju gier. [...] Ayato już ćwiczył, a Laito oczekiwał mnie, jako towarzyszkę prowadzącego.
- A więc jesteście! Dobra zaczynamy!-  Laito klasnął w ręce, a ja stanęłam obok niego.
- A więc nasza pierwsza para! Shu i Ayato!
- Przepraszam, od kiedy w tym domu jest kazirodztwo?- Ja byłam tym żartownisiem. Wszyscy się głośno zaśmiali. - Shu, Ayato, czy my z Yui coś powinnyśmy wiedzieć?
- Nie kochanie.- Zaśmiał się Shu.
- Mam taką nadzieję, Ayato, masz konkurencję: Mnie!- Znowy publika się zaśmiała. I rozpoczęło się.
- Shu bardzo ładnie.... 80 punktów...
- Ayato 60 punktów....
[...] - A jednak to Shu wygrał! Gratuluję!
- Ayato, proszę. Oddajesz fartuch.- Skrzyżowałam ręce, i udawałam gościa z Masterchef'a. Znowu się roześmiali.- Uwielbiam tą robotę!
- Tak, tak! M-neko-chan! Dajesz!- Wszyscy się odwróciliśmy w bok. Na parapecie siedział Kou, bez braci Mukami. Okay.
- CO TY TU ROBISZ?- Spytał się wściekły Subaru.
- A więc, pokłóciłem się z braćmi o to, że nie chce mi się sprzątać.- Zakryłam usta ręką, by powstrzymać się od śmiechu.
- Co jest w tym śmiesznego
-To, że ja od dziecka musiałam sprzątać, gotować i pomagać młodszemu bratu i mojej mamie, a tobie się nie chce posprzątać jednego syfu w łazience?
- Tak...?
- Shu, powiedz że to żart!
- Nie mam pojęcia, czy to żart czy nie.
- Kou, mam dla ciebie robotę! - Zaciągnęłam go do pokoju gościnnego, i dałam mu sprzęt do sprzątania.
- Co mam z tym zrobić?- Zapytał zdziwiony moją postawą. Wytłumaczyłam mu po kolei, co gdzie jak.- Ale ja tu przybyłem, by nie sprzątać!
- Nie mój problem.- I odeszłam do pokoju gier. Shu się lekko uśmiechnął.
- I ty myślisz, że to zrobi?
- Zapewne. I tak nie ma wyjścia...- Nie dokończyłam, bo usłyszałam głośny śpiew.- ZAMKNĄĆ SIĘ! ŚPIEW CI NIE POMOŻE!- I ucichło. Dalej wszyscy grali, a ja i Shu i tak poszliśmy. Nagle złapał mnie jedną ręką w talii, a drugą chwycił za mój podbródek.
- Mówiłem, będzie kara.
- No to proszę bardzo.- Shu zaczął pić ze mnie krew, i chyba mu posmakowała. Później mnie pocałował.
- I można pomyśleć, że znamy się od siedmiu lat.- Uśmiechnął się lekko chłopak.
- Widzisz, już się starzejemy.-Zaśmialiśmy się. Shu mnie objął ramieniem, i poszliśmy w stronę jego pokoju. [...]






[...] Wyszłam z pokoju Shu, gdyż zasnął *jak to zazwyczaj* ... Poszłam więc do Laito. Zawsze coś wymyślił by mnie pocieszyć. Mimo że mnie kiedyś zdradził, dalej jesteśmy w dobrych kontaktach. Oczywiście, nie zostałam ponownie jego dziewczyną. Nie wybaczyłam dalej mu tego, że kiedy z nim byłam, sypiał z Hildą. Kiedy zapukałam do drzwi, ujrzałam zielonookiego chłopaka w samej bieliźnie. Słyszałam sapanie, i trochę niezręcznie się poczułam.
-Spokojnie kochana, to tylko film. A o czym ty myślałaś ty niegrzeczna?
- O-o niczym.- Błyskawicznie usiadłam na kanapie. Oglądaliśmy hentaie. Laito zawsze to specjalnie włączał, kiedy mieliśmy ochotę coś pooglądać. Zawsze się śmieje z mojego wyrazu twarzy.
-Przez ciebie, mam traumę do końca życia....
-Nfufu.... Nie moja wina, że wyglądasz atrakcyjnie, kiedy się boisz.
- Dla ciebie jestem zawsze atrakcyjna.
- Jak?
- Zauważyłam.
- Jesteś ładna, seksowna, i szczupła. Nie dziw się, że wszyscy chłopacy się na ciebie gapią. Ja też chcę się nacieszyć!- Zaśmiałam się.
- Sorry, miałeś szansę 4 lata temu.
-Żałuję....
-To żałuj. Obiecuję ci, że jak spotkam ta Hildę, to wyje**ę jej z bani i jej i tobie.
- A czemu mi?- Udawał obrażonego.
- Bo zadajesz głupie pytania.- I pocałowałam go w czoło, nałożyłam jego kapelusz, i zasnęliśmy na kanapie na siedząco.

piątek, 19 lutego 2016

A więc oczekiwane DL!

                               Diabolik Lovers Rozdział 1

Wspomnienia z dzieciństwa

- Zuza! Bo się spóźnimy! A dobrze wiesz, że Edgar nie lubi czekać!- Krzyknął Shu.
- Idę Shu! Jakbyś miał taką kondycję jak ja, to byś nic nie gadał!-Dogoniłam go. Wreszcie!
- No nie gniewaj się, Zuzia!- Zatrzymał się chłopczyk i wystawił rękę, by móc mnie poprowadzić.
-Nie gniewam się.....
-Shu! Zuza! Jesteście!- Edgar (Teraz Yuma) pobiegł w naszą stronę.
- No musimy się nacieszyć, mama mi mówiła, że za trzy dni wrócę do domu.
-Co?! To już wiadomo?- Powiedzieli na raz zasmuceni tą wiadomością.
-Niestety.... Ale, możemy do siebie dzwonić! Ja też mam ochotę posiedzieć w domu. A niedługo idę do szkoły.
-Szkoda...
-I tak dobrze wiesz Shu, przyjedzie do nas!
-PIESEK!- Rzuciłam się na psa. - Kto jest uroczy? Ty!
-Ładny piesek!- Ucieszył się Shu.
- Jak chcesz to mogę ci go dać!- Powiedział Edgar.
-Hej chłopaki, trochę gorąco jest na drodze. Może pójdziemy pod to drzewo?
- W sumie, masz rację, to idziemy Edgar?
-JASNE!- I zrobiliśmy wyścigi. Shu i Edgar dali mi fory. Jak to zazwyczaj. Gdy usiedliśmy, rozmawialiśmy o tym, jak będziemy się kontaktować, gdy mnie nie będzie. Na dodatek, ten pies był obok mojej łydki, i głaskałam go cały czas.
- Shu! Mama cię szuka!- Oops.. Reiji go przyłapał.
- A co jeżeli nie pójdę?
- To będziesz miał kłopoty i więcej nauki!- Spojrzałam na niego prosząco.
- Dobrze, ale tylko dlatego, by mieć więcej czasu.- I poszliśmy. Beatrix pogoniła Shu do nauki, a mi rozkazała czekać w jadalni na swój posiłek. Jadłam z Kanato, Subaru i Reijim. Później dołączył Laito. Musiał usiąść obok mnie?!
-Podasz mi te ,,piełogi''?
-Pierogi? Ok.-Podałam mu, jak to na mnie przystało.
- Czemu jesz tak mało? Zwykle jesteś głodna jak wilk.- Zapytał Kanato.
- Niedługo jadę, więc może dlatego....
-Czemu?
-Muszę iść do szkoły, i muszę jeszcze pojechać do Gdańska nad morze.- Uśmiechnęłam się na myśl plaży, i tym, że zobaczę dziewczyny. Beatrix przechodziła, kiedy ja akurat szłam korytarzem do pokoju gościnnego poczytać książki.
- Przepraszam panią, ale czemu Shu nie jadł?
- Ponieważ moja droga ma karę, i więcej nauki. Przecież niedługo rozpocznie się rok szkolny.
-Dziękuje za informację, to ja już udam się do pokoju.- Kobieta uśmiechnęła się do mnie i odeszła spokojnym krokiem. Nagle spotkałam na drodze Reijego.
- Jak ty to robisz?
-Co robię?
- Ja jestem jej synem, a nie odzywa się do mnie, a ty jesteś zwykłym śmiertelnikiem, a rozmawia z tobą!- Wzruszyłam ramionami.
- Urok dziewczynek.-I odeszłam. Laito wyszedł z pokoju jej matki, zapłakany, i widać, że dopiero miał na sobie ubrania.
-Laito! Czemu płaczesz?
- Nie twój interes.
- Właśnie że mój! Przecież cię nie zostawię płaczącego! Ale jak nie chcesz mojej pomocy, to ok. Idę.-I zaczęłam się oddalać.
- H-hej! Czekaj! Jednak chcę!
-Chłopaki. Najpierw mówią, potem myślą.... Chodź, musimy zrobić twoje hobby.
-Ale nie mam hobby.
-No to ci znajdziemy, masz puzzle?
-Mam.
- No to chodź!- Kiedy weszliśmy do jego pokoju,i wyjęłam puzzle. Max 1000 puzzli. Atmosfera minęła nam miło, i często się kłóciłam z chłopakiem, co gdzie włożyć.
 

                                          Uta no prince sama rozdział 4

Odpoczynek

Zajęłam swój domek, który był z pięknym widokiem na ocean. Miałam wpiętą w włosy kwiat lilii, białą, koronkową sukienkę, i do tego pantofle. Tak się ubierałam na spotkanie rodzinne. Mając rodzica-boga ma się zagwarantowane mieszkanie w Olimpie, i być pół bogiem. Ja jestem takim pół bogiem. Znam dzieci innych bogów, i z większością się zaprzyjaźniłam. Myśląc o swoim życiu, nie zauważyłam, jak Natsuki się rzucił na mnie z ramionami.
-Monika-chan! Jaka ty słodziutka!
-Natsuki!! Chyba coś ci mówiłem!!-Syo biegł, ale widząc mnie, stanął jak wryty, sam był bez koszulki, co mnie zawstydzało.
-Ależ Syo-chan! Ona jest taka słodka, że można ją polać miodem i schrupać!
-Nie!! Nie jedzcie nie! Mam po co żyć!-Wszyscy się roześmialiśmy głośno.
-Monika-chan mogę z tobą porozmawiać?
-Jasne, ale Natsuki....
-Ale on musi wyjść- Mówił to z uśmiechem, wskazując na Syo.
-Co?! Ja zostaję!!
-Syo, mogę cię poprosić, abyś wyszedł na chwilę?
-Skoro prosisz...-Chłopak poszedł gapić się w wodę.
-Uf... poszedł! Masz na niego wpływ!
-Heh, zwykły fart.
-No, a więc nie mów Syo-chan, że ci to powiedziałem!
-Dobrze, no to wal.
-Syo-chan.... ty mu się podobasz.
-P-po-podobam?!-Zrobiłam się cała czerwona.
-Ba! Nawet bardzo! A ja mu chcę tylko pomóc! Ale on nie chce.
-Dobra pa Natsuki, muszę z kimś porozmawiać.- Poszłam do Syo. Dalej się gapił w tą wodę.
-Ty się jarasz wodą, a ja kwiatami w ogrodzie.
-Fakt... Błagam cię, nie mów że Natsuki...- Przytaknęłam. Zdenerwował się. Kiedy nie chciałam się patrzyć na kolejny atak szału chłopaka, skręciłam w prawo, bo popatrzyć na wodę.... Posejdon. Wujek Posejdon. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. To Syo.
-Bo wiesz, nie miałem odwagi ci to wyznać, ale....- zrobił się czerwony. Nie dokończył słowa, tylko mnie pocałował. Na początku byłam zaskoczona, a potem nie stawiałam oporu. To było nieziemskie... Kiedy przestał, popatrzył mi się w oczy, szukając odpowiedzi.
-Syo, ja też cię..... no wiesz....- Byłam chyba czerwona, bo Syo też się taki zrobił.
-Dobrze, że reszta pouciekała na koniec wyspy, by się opalać.
-Poszli się smażyć?
-Coś w tym stylu. Mam ci coś do pokazania.- Pociągnął mnie w stronę jego i Natsukiego domku. Z szafki wyjął mały wisiorek, z białym kamieniem, wyrzeźbioną nutką. Nałożył mi go, abym mogła się lepiej przyjrzeć. Wyglądał jak ten, którego zgubiłam na plaży ( mówiąc ja, mam na myśli moje przyrodnie rodzeństwo!) a dostałam taki naszyjnik od taty.
- Wygląda jak ten, co go zgubiłam na wakacjach, mając 8 lat....
- Jakiś mężczyzna z trójzębem powiedział że go znalazł, i że to twoje.- Wzruszona, rzuciłam się na szyję Syo.
-Muszę z nim pogadać! Dziękuję Syo!- Pobiegłam do oceanu, który był na uboczu. Z niej wyszedł wujek! Przytuliłam się do niego.
-Dziękuję....
- Nie dziękuj dziecko. Mam nadzieję, że będziesz na uroczystości na Olimpie.
-Pewnie będę. Na razie, muszę zacząć komponować. Żegnaj wuju.
-Żegnaj dziecko.- I z Posejdona zrobiła się fala wody. Weszłam do mojego domku, a tam nastała mnie niespodzianka. Chłopak podobny do Syo (tylko że on nie miał tych gumek na włosach, i różowych końcówek) siedział, i chyba na coś czekał.
-Hej, co robisz w domku Syo?
-To jakaś pomyłka. Syo i Natsuki mieszkają obok. Ja tu mieszkam.
- Aha, to przepraszam.
-KAORU! GDZIE JESTEŚ?- Wołał Syo.
-Tutaj! Pomyliłem adresy!- Kaoru wybiegł i uściskał się z bratem. Ja stałam z boku.
-To ja już się gubię. Jak nie patrzeć na ubranie i dodatki, to ja za chiny ludzkie bym nie zgadła, który to Syo....
-
 Ah! Przepraszam! Monika, to Kaoru, mój brat.
-Cześć!-Podał mi rękę. Ładny jest.

                                               Uta no prince sama Rozdział 3

        

                                             Oceny, i wakacje na wyspie

 - Monika! Przeczytaj! Widzisz?- Podskakiwał do mnie uradowany  Syo.
- Widzę Syo! I nie musisz mi podskakiwać, bo ja jestem od ciebie mniejsza i nie mogę doczytać!
- Ach! Przepraszam! Ale wiesz, jestem podekscytowany tym, że jesteśmy najlepsi!
- Ja nie jestem najlepsza, ty Syo jesteś najlepszy. - Uśmiechnęłam się patrząc na jego ekscytację. Chłopak się zarumienił.
- Gdyby nie ty i twoja piosenka.....
- Gdyby nie twoje słowa do piosenki....- Przerwałam mu, i ze śmiechem udaliśmy się na korytarz, który akurat miał widok na ogrody.
- Aż tak się jarasz tymi kwiatami?
- Jaram się tymi kwiatami, jak dziecko cukierkami.- Odrzekłam, a potem wybuchliśmy śmiechem. Jednak naszą rozmowę musiał przerwać dyrektor szkoły.
- Haha! Pierwszy romansik widzę hmm??- Syo zrobił się czerwony.- Nie ważne! Ogłaszam, że jutro rano wyjeżdżamy na moją wyspę, by wypocząć, i przy okazji dobrać sobie partnera na stałe.
- Mógł mnie pan ostrzec wcześniej! Mniej kłopotu byłoby z walizkami.- Powiedziałam. Dyrektor wybuchnął śmiechem.
- Ty dziewczę, jesteś jedyną osobą, która przypomina mi, co to poczucie humoru!- Po czym się oddalił.
- Hej, a tak po za tym, gdzie Natsuki? Zostawił okulary....
- CO?! Zaraz wracam czekaj!!- Syo się zdenerwował, i pobiegł w stronę jego pokoju. Gdy na niego czekałam, patrzyłam się na te kwiaty. Nie zdałam sobie sprawy, jak Syo krzycząc biegł ile sił w nogach. Na szczęście dogoniłam go.
- HEJ! Jestem dzieckiem Apollona, nie Nike!
- Wybacz!- Wziął mnie za nadgarstek, a ja się zarumieniłam.-Och, źle zrobiłem?- Zaczerwienił się.
- Nie, to tylko moje głupawki, prowadź.- Wybiegliśmy na miasto. Zauważyłam Natsukiego, który był bez okularów. Nie odzywał się. Zaczęłam zasapana podchodzić do niego bliżej.
- Hej! Co ty wyprawiasz?! Nie jest sobą, gdy nie ma na sobie okularów!
- No i?- uniknęłam spanikowanego Syo, i usiadłam na ławce obok Natsukiego. Ten się uśmiechnął dyskretnie, i objął mnie w talii.
- Wiesz, pomyślałem o czymś fajnym.
- O czymś fajnym?- Przytaknął, i zbliżał się do moich ust, ale odepchnęłam go.
- Zbreźniku pieprzony! Do kuzynki tak?!- Natsuki walnął w pobliską ścianę, na którą wpadłam, gdy się oddalałam. Już przyłożył pięść do mojej twarzy, ale usłyszałam wrzeszczącego Syo na wszystkie strony, i już zauważyłam Natsukiego w  oparowanych okularach. Syo wziął kubek herbaty, i zaczął dmuchać w Natsukiego.
- Eh? O cześć Monika-chan, cześć Syo-chan!- Natsuki się oddalił, a ja stałam jak wryta w ziemię, i wystraszona.
- Czemu się Ciebie nie posłuchałam??
- Nic się nie stało chodź, trzeba się spakować na jutro, przecież rano wyjeżdżamy.- Przytaknęłam, i wróciliśmy do akademii. Odeszliśmy do swoich pokoi, i zaczęłam pakować rzeczy.
- A przywitać się to już nie łaska.- Powiedział Tokiya.
- Łaski bez.
- Jak chcesz.
- Ty się już spakowałeś?
- Yhym. - Przytaknął.- Listonosz o imieniu Hermes, kazał mi dać ci ten list.- Pomachał kopertą, i po sekundzie już jej nie miał. Skończyłam się pakować, i usiadłam na parapecie w korytarzu.
                                                         Droga córko!
Uradowałem się na wieść, że się dostałaś do tej słynnej akademii. Jestem z Ciebie bardzo dumny, oczywiście mama też. Dziadek Zeus Cię pozdrawia, i oczekuje Twoich odwiedzin na Olimpie. Moja macocha Hera, wątpi w Ciebie, ale ja wierzę, że będziesz najlepszym kompozytorem. I nie mów że nie! Oczekuję odpowiedzi.
     Trzymaj się mocno! Twój ojciec Apollo.
Kurde, ojciec mi kibicuje. Zawsze mówił, że jego muzyka nie dorównuje nikomu. Mam jeszcze 4 rodzeństwa, a tata zawsze ode mnie oczekiwał więcej. Tata też opuścił swoje kochanki, i zaczął wieść normalne życie z mamą. Mógł dalej tak żyć, ale wybrał mamę. A podobno mężczyźni nigdy się nie zmieniają. Hermes też wybrał Afrodytę, po czym zrodził się Hermadofryt. On nigdy nie rozumiał, jak nie mogę być w niego wpatrzona, skoro wszystkie dziewczyny się w nim podkochiwały. Przy nim moim zdaniem, nawet Ren jest ładniejszy. Odstawiłam list, i poszłam spać. Oby było normalnie na tej wyspie.....
A tutaj Monika, słuchając piosenek! :3

                                                      

czwartek, 18 lutego 2016

                                       Uta no prince sama rozdział 2

 

Pozostało nam czekać na oceny.....

- Syo, uspokój się bo ci żyłka pęknie....- Śmiałam się z tego co powiedziałam.
-Przepraszam ja nie.....
-Nic się nie stało.-Machnęłam ręką.-Grunt, to mieć poczucie humoru!-Nie zauważyłam, ja Cecil-san się oddalał. Ja związałam moje włosy w kitkę, po czym zarzuciłam torbę na ramię i udałam się do pokoju. W moim pokoju zastałam Tokiye, który grzebie mi w szafkach.
-Tokiya, może jeszcze powywracałbyś te szafki co?
-Och, przepraszam. Podobnież mamy mieć sprawdzian. Wiesz, kompozytor i idol. Chciałem się spytać.... co ty robisz?
-Wybacz, Syo do mnie napisał, wyprzedził cię z zaproszeniem.
-Ach... to nic.-Machnął ręką, jakby go to nie obchodziło. Wzruszyłam ramionami, i usiadłam przed biurkiem, by porysować. Parę machnięć, i wyszedł mi taki rysunek:
-Cuute :3 Dobra Tokiya zrobić ci coś, bo idę zrobić coś do jedzenia?
-Tak poproszę, ale jak gotujesz jak Natsuki, to ja podziękuję.
-Spoko, jak popełniłam gafę w gotowaniu, to babcia mnie zdzielała ręcznikiem.- Zaśmialiśmy się razem. Poszłam do kuchni, i zrobiłam takoyaki. (Na pewno nie myślałam o Ayato, pisząc takoyaki!)
-Dobra Tokiya, bierz póki gorące.-Do pokoju weszli jeszcze Ren, Ittoki, Natsuki, Masato, którego poznałam, gdy próbował odgonić Rena, Syo i Cecil.
-Coś czuję, że jesteście chyba baaardzo głodni.- Chłopcy przytaknęli, po czym się zaśmiali. Ja jedząc przy okazji dokończyłam komponować piosenkę na sprawdzian.
-I skończyłam! Syo proszę. To twoja piosenka!- Syo przeczytał, i powiedział że jestem świetna.
Obiad zszedł na luźnej atmosferze. (W końcu, wszyscy jedliśmy na podłodze....) Chłopaki się z nami pożegnali, a Natsuki był taki miły, i zaniósł talerz do zmywarki. Ja spokojnym krokiem udałam się do łazienki, i wzięłam prysznic. NIENAWIDZĘ mojej koszuli nocnej. GDZIE SĄ MOJE SPODENKI I PODKOSZULEK?!
*Tokiya*
Kiedy zapisywałem słowa do piosenki, weszła ,, Dziecko Apollona''. Miała mokre włosy, i niebieską koszulę nocną. Nie ukrywam, wyglądała seksownie.
-Co się tak patrzysz? Widma nie widziałeś?
-Raczej nie widma, tylko Afrodyty.
-Już mi podpadłeś- Zaśmiała się.
-Jutro ogłoszą wyniki ze sprawdzianu.
-No, pozostało nam czekać na oceny.- Mrugnęła do mnie.-Dobra ja idę spać. Dobranoc Tokiya!- Położyła się w błyskawicznym tępie do jej łóżka, i zaczęła spać, i to mocno. ,,Widać że się zmęczyła''
*Monika*
Wstałam dość wcześnie. Taki już ma się nawyk, jak ojciec chce, żebyś przychodziła na jego poranne koncerty. Mama była śmiertelniczką, ale coś od niej mam. Poczucie humoru i ciało, bo urodę bardziej po tacie, mam brązowe długie włosy po mamie, i talent muzyczny po ojcu. Zeszłam na dół do sali lekcyjnej, ale przedtem nałożyłam nowy mundurek.
             
( Z kapelutkiem oczywiście) Siedziałam pomiędzy Renem, a Tokiyą, więc słyszałam jak inne dziewczyny na lekcji chichoczą, a Ren do nich mruga.
-Mógłbyś skupić się na lekcji Ren. Chyba że przyszedłeś by się pogapić na dziewczyny w spódniczkach.
-No i przy okazji na ciebie mała owieczko.-Prychnęłam i skupiłam się na tym, co mówił wychowawca. Nauczyciele mnie wyjątkowo uwielbiali, gdyż nie sprawiałam kłopotów.
-Panno Kie....-Pan próbował chyba powiedzieć ,,r''
-Kierchner.-Odparłam po chwili.
-Rzadkie nazwisko. Ach! Czy mogłaby panienka zwracać uwagę panu obok.-Spiorunował Rena.- żeby wypełniał swoje obowiązki?
-Tak mogę proszę pana.- I cicho powiedziałam w stronę Rena ,, Wygrałam ''


środa, 17 lutego 2016

                                                   Uta no prince sama 1

                                            

Skądś go znam.....

Yay! Dostałam się do tej znanej akademii dla kompozytorów i idolów! Ale ze względu na to, że jestem okropną łamagą, musiałam 2-3 razy szukać mojego pokoju. Podobnież wprowadzili możliwość mieszkania z płcią przeciwną, oraz romanse (Czyli można dziewczyna + dziewczyna? wow...) kiedy przechodziłam, zauważyłam chłopaka o blond włosach z różowymi końcówkami, i niskim wzrostem (przynajmniej wyższy ode mnie ;-;) Który dusi chłopaka o granatowych włosach, i już był wyższy od naszej dwójki.
-Tokiya! Uduszę cię!!! Będę ci to wypominał do końca życia!-Powiedział ten mniejszy.
-Że co? Że mimo wzrostu tej dziewczyny, nie będziesz miał u niej szans, i że odbiorę ci ją?-Zaśmiał się ,, Granatowy'' (No co? Muszę ich jakoś nazywać! :c) I akurat byli pod moimi drzwiami....
-Przepraszam że się wtrącam, ale blokujecie mi drzwi.... - Chłopak stanął jak wyryty z ogromnym rumieńcem, a ,,Tokiya'' odpowiedział spokojnie.
-Przepraszamy, nie ma problemu. Przy okazji jestem Tokiya, a ty?
-Monika. A ty?- Wskazałam na chłopca, ale ten wyjąkał....
-S-Syo....- Chłopak podał mi rękę, i mu przyjaźnie podałam.
-Monika.... To po jakiemu to imię?
-Znaczenie greckie, ale tak to polskie.
-Czyli.... Jesteś Polką?- Syo zrobił wytrzeszcz.
-Jeśli cię to tak interesuje, to tak.-Uśmiechnęłam się.-To co, wejdziecie do mojego pokoju?
Chłopacy się zgodzili. Otworzyłam drzwi... i oniemiałam. Jaki duży pokój!
-Dyro powiedział, że będziesz dzielić pokój ze mną, a zostajesz przydzielona do klasy S.- Rzekł Tokiya. (Uwielbiam go za tą wiadomość!)
Uśmiechnęłam się na tą wieść. Syo i Tokiya pomogli mi w rozpakowaniu się, ale się zdziwili, gdy zobaczyli moją niebieską bransoletkę, ze zdjęciem lamy.
-No co? Ulubionego zwierzęcia nie można mieć?- Spojrzałam na nich pytająco. Wtem usłyszałam głośne krzyki.
-SYO-CHAN!!! WIDZĘ MALUTKĄ, SŁODZIUTKĄ WRÓŻKĘ!!- Osobą krzyczącą był chłopak jeszcze wyższy, z zielonymi oczami, i okularami ,,A~la kujonki''
-Natsuki!!! Jak śmiesz się na nią rzucać!!??- Wykrzyknął Syo, wkurzony chyba jego obecnością.
-Cześć jestem Natsuki, ty pewnie jesteś Monika, moja daleka kuzynka. - Uśmiechnął się do mnie, a ja zrobiłam wytrzeszcz (w sumie skądś go znam).
-Ych... Skąd wiesz?
-Jestem ze strony twojej mamy! Nasze mamy były kuzynkami!
-A więc... miło mi cię poznać Natsuki!- Życzliwie się uśmiechnęłam. Czemu powiedział na mnie malutka? :c Może i jestem mała, ale kształty no..... wiadomo. Czasami chciałabym się pozbyć mojego dużego biustu, średniego tyłka, i..... ej! W sumie, kocham moją figurę ,, Klepsydrę'' ;3 Wyszłam z pokoju z chłopakami, i udaliśmy się na stołówkę. Pierwsze co, to zauważyłam chichoczące dziewczyny, które były obok chłopaka o przystojnej urodzie, i długich włosach. (Jak dla mnie gender..)  Pewnie mnie zauważył, gdyż zmierzał w moją stronę, a za nim ciągnął się sznureczek dziewczyn. Biedne. I tak nie zwróci na nie uwagi....
-Widzę że w szkole mamy nową, seksowną panienkę.- Mrugnął do mnie porozumiewawczo.
-Sorry, ale nie łapię aluzji. ,,Kapiszszi?''
-Lubię ostre panienki.- I złapał mnie jedną ręką w talii, a drugą złapał mnie za podbródek.
-Ren-san, już ci mówiłem. Nie gub kolejnej dziewczyny w swoim ,,świecie''- Powiedział kolejny chłopak, też z granatowymi włosami, które były przylizane ,,Na moją babcię'' miał jeszcze pieprzyk po mojej lewej stronie, pod okiem.
-Heh, po prostu nie umiesz się bawić. Nie, mała owieczko?
-Hej! Mam taki układ! Nie walnę cię z liścia, jeśli mnie puścisz!
-Wybacz, ale mi jest miło tak stać, i cię nie puszczę.
-Ku*wa....- Warknęłam do siebie.
-Huh? Po jakiemu to było?-Spojrzał się na mnie zdziwiony ,,Ren''
-Po Polsku....
-Polka? Nie kłamali, jak mówili że Polki takie ładne....
Moja kolej! Wyślizgnęłam się i zakupiłam sobie jedzenie, po czym nałożyłam słuchawki, i słuchałam muzyki. Syo się caaały czas gapił na mnie, a kiedy oderwałam wzrok od mojego posiłku, czerwony spuścił wzrok. Jednak ciszę przerwał Natsuki.
-Monika, wiesz że wszystko wiem na twój temat?
-Tak?- Byłam zaskoczona- Będę zaszczycona, jeśli mi powiesz co wiesz.
-A więc.... twój ulubiony kolor to niebieski, lubisz lamy, BA! Ty je kochasz! Uwielbiasz zimę, masz bzika na punkcie czytania, i nigdy się nie całowała.....- Zaczerwieniona zakryłam mu usta ręką.
-Hej! To nic złego! Syo-chan też się nigdy nie cało....
-Zamknij się!!!- Syo wpadł w szał. Był tak samo czerwony jak ja.
 -Hej! Widzę że jesteś nowa, nie? Jestem Ittoki!- Pomachał mi energicznie chłopak z czerwonymi włosami.
-Cześć jestem Monika, i tak, jestem Polką.-Zaśmiałam się na reakcję chłopaka.
-Polska? Z wielką chęcią odwiedzę ten kraj!Dobra, ja już lecę do zobaczenia!
-Do zobaczenia! Dobra chłopaki, ja już idę.-Zarzuciłam torbę na ramię, i udałam się do ogrodów. W ciszy nuciłam sobie piosenki Adama Levin'a. Uwielbiałam jego piosenki. Jakoś mnie uspokajały, po ciężkim dniu. Rozpuściłam moje długie, gęste włosy, i zauważyłam kotka.
-Hej mały.... Skąd się tu wziąłeś?- Kociak zamienił się w chłopaka. (JAKI IDOTA PISZE MOJE ŻYCIE?!)
-Witaj mała księżniczko. Jestem Cecil-San.
-Monika. Miło mi....- Odparłam trochę wystraszona.
-Nie bój się. Nie gryzę!
ALE JA TAK!- Z nad drzewa wyskoczył Syo. Kiedy zobaczył mnie w rozpuszczonych włosach, skupił się tylko na nich.....